czwartek, 31 maja 2012

Wiersze...

Dziś chcę wam przedstawić kilka wierszy mojego autorstwa.



On
On miał w sobie zawsze pełno słońca
Zarażał wszystkich  swoim pozytywnym nastawieniem
Nałóg wyniszczał go od środka
Lecz przyjmował na swe usta szeroki uśmiech
Mimo przeciwności losu dalej żartował
 Drwił z życia
Nawet ostatni raz zamykając oczy miał kpiący wyraz twarzy






Narkotyk
Igły zimny dotyk
Krew płynąca w żyłach 
Narkotyk w strzykawce
Wołam o pomoc
Nikt nie słyszy
Kolejny raz źrenice stały się jak łebki od szpilek




Nadzieja
Dzięki niej powraca uśmiech
radość z życia
Odgarnia pesymistyczne spojrzenie na świat
czarne chmury gradowe
Sieje nowe marzenia
Pomaga zrozumieć przeszłość
 przeżyć teraźniejszość
ze spokojem zajrzeć w przyszłość
Zapytasz jak jej na imię.?
Bardzo pięknie.!
Nadzieja...




...
Dotykam miejsc w których Cię widziałam
Przypominam sobie każde spotkanie
Analizuję każdy gest
Cierpię po raz kolejny
Zastanawiam się co zrobiłam źle
Przez to wszystko straciłam przyjaciela
I nie zyskałam miłości




Przyjaciel
Dlaczego Ty mi to zrobiłeś.?!
Najlepszy przyjaciel...
Ja jednak dalej nie tracę nadziei.
Boję się że wtedy stracę życie...




***
W wannie z podciętymi żyłami czekała na śmierć
Nagle wszedł on
Szukał jej
Chciał powiedzieć że też ją kocha
Zaczęła krzyczeć żeby ją ratował
Nie zdążył
Gdyby przyszedł tylko półgodziny wcześniej



niedziela, 27 maja 2012

Kruk cz.1

Przedstawiam wam pierwszą część opowiadania pt. Kruk. Mam nadzieję że się spodoba:


Był zimny jesienny wieczór. Chłodny wiatr wiał i poruszał huśtawką, sprawiając że wydawała charakterystyczne skrzypnięcia. Czarne, ptaki zasłaniały promienie zachodzącego słońca. Jaśmina szła przez park. Była szesnastoletnią dziewczyną o prostych, czarnych włosach. Zwariowana, ale kruków nie lubiła. Zawsze źle się jej kojarzyły. Gdy je widziała przechodził ją dreszcz. Ptak usiadł na drzewie nad jej głową, przyśpieszyła kroku. Chciała jak najszybciej minąć miejsce w którym mieszkały te ptaki. Stwierdziła że pójdzie polami, na skróty. Szła udeptaną już ścieżką. Wiatr wiał targając jej idealnie ułożone włosy. Przyśpieszyła. Z daleka widziała czarny kwadrat. Gdy podeszła bliżej zauważyła że to kruki. Skrzeczały. Jednemu spojrzała w oczy. Oblał ja zimny pot. Zaczęła biec.
Odetchnęła z ulgą gdy zamknęła za sobą drzwi domu. Na dworze rozszalała się wichura i zaczął padać deszcz. Ściągnęła kurtkę i usiadła w dużej kuchni.
-Hej,mamo. Jest coś do jedzenia.? - spytała Jaśmina.
-Tak, w lodówce. Odgrzej sobie. Ja idę z tatą do opery – krzyczała mama sypialni.
-A co z Hubertem i Adelą.?
-Zajmij się nimi.
-Świetnie – pomyślała Jaśmina wkładając do mikrofali talerz z obiadem. Hubert i Adela to jej rodzeństwo. Hubert miał 12 lat, a Adela 15, jednak trzeba było się nią non stop zajmować bo często wpadała w kłopoty.
Jaśmina siedziała z rodzeństwem na sofie i oglądała horror. Znów ten kruk. Czemu te zwierzęta zawsze tam się pojawiają.?!
-Jaśmina, mogę iść do Roberta.? - spytał Hubert po skończonym filmie.
Dziewczyna spojrzała na zegarek, była godzina 19.
-Tak, ale o 21 masz być w domu.
Zadowolony chłopak w biegu złapał kurtkę i pobiegł do domu obok. Jaśmina sprzątnęła ze stołu puste opakowania po coli i chipsach. Adela patrzyła na starszą siostrę.
-Nudzi mi się -powiedziała.
-Pomóż mi sprzątać.
Dziewczyna wstała i wzięła miotłę. Zaczęła zamiatać.
Jaśmina po posprzątaniu domu, stwierdziła że nie ma co robić. Spojrzała na siostrę, która bawiła się końcem bluzki.
-Idziemy z Adrianem się przejść.? - spytała Adelę. Adrian to był chłopak Jaśminy.
-Jasne, pod warunkiem że weźmie brata.
Jak zaplanowały tak zrobiły. Poszły przejść się z chłopakami. Mimo brzydkiej pogody bawiły się świetnie. Jednak gdy wracali usiadł im na drodze kruk. Jaśmina chwyciła mocniej Adriana.
-Boisz się.?-spytał.
-Te cholerne ptaki są wszędzie. Są przerażające.
Adrian uśmiechnął się i zbliżył usta do jej ucha. Zaczął szeptać.
-Krąży legenda że te kruki oślepiają swoje ofiary dziobnięciem w oko. Potem zaciągają je w krzaki i zjadają. Wszystko to powtarza się co miesiąc -zaczął się śmiać
-Ty wredny chamie.! - krzyknęła Jaśmina. Otuliła się swoim swetrem i poszła na przód. Dogonili ją jednak dopiero przy drzwiach mieszkania.
Adrian przytulił Jaśminę.
-Przepraszam skarbie, ale to tylko ptaki.
Dziewczyna spojrzała na niego morderczym spojrzeniem. 


sobota, 26 maja 2012

"Li­tera­tura jest przez­naczo­na do zat­rzy­mania cza­su w je­go niszczącym biegu. " (Jan Parandowski)

Więc witam.
Znacie mnie może z innego bloga (adres znajdziecie na moim profilu)
Tam mam swój internetowy pamiętnik, a tutaj będę publikować opowiadania.
Tak więc, od jutra zaczynam.
Postaram się często tu zaglądać, więc wy też macie często tu bywać...

Mam zamiar prowadzić bloga, gdyż pisanie jest częścią mnie. Wyrażam nim swoje emocje. Gdy chcę coś odreagować, rozładować negatywne emocje, pozbyć ię smutku to piszę... I chciałam podzielić się z wami moją twórczością...